Często czytając zakładki "o nas" na stronach różnych hodowli natknąć się można na pewien schemat. Hodowca z reguły zostaje hodowcą z przypadku. Poznaje rasę i z miłości do niej wszystko się zaczyna. W moim przypadku było troszeczkę inaczej. W wieku 6 lat wiedziałam, że w przyszłości będę miała dużą styczność z psami. Mój dom rodzinny wypełniony był zawsze psami. W wieku 11 lat postanowiłam, że będę kiedyś prowadziła hodowlę psów i już wtedy wiedziałam, że dopnę swego. Zaczęłam odkładać pieniądze, a kilka dni po moich 18 urodzinach kupiłam pierwszą suczkę. 

Od wielu lat interesuję się hodowlą i genetyką psów. Kształcę się w tym kierunku i ciągle poszerzam wiedzę. 

Aktualnie studiuję Hodowlę i Ochronę Zwierząt Dzikich i Towarzyszących na SGGW w Warszawie. Jest to jedyny kierunek w Polsce, na którym można uzyskać wiedzę potrzebną każdemu hodowcy. Moim marzeniem jest bycie hodowcą nie tylko z powołania ale i z wykształcenia. 

Wybierając rasę do hodowli brałam pod uwagę wiele czynników, ale decydującym w tym przypadku było, to aby pies towarzyszył mi w życiu codziennym i sporcie. Jestem osobą bardzo aktywną. Cały dzień gdzieś pędzę i chciałam, by mój pies pędził ze mną. Pierwsza myśl - Jack Russell - trochę lektury, zbieranie informacji i już wiedziałam, że Jack Russell nie jest psem dla mnie. Minusem były krótkie łapki (estetycznym jak i zdrowotnym), duża szczekliwość i znacznie mniej stabilny charakter niż u Parsonów. Kolejne poszukiwania i już wiedziałam, że istotą doskonałą jest Parson. 

Na początku nie było łatwo, gdybym powiedziała, że było, okazałabym się strasznym kłamcą. Mała pędząca kulka energii wbiegła do mojego domu i zaczęła swój taniec destrukcji. Zrywając zasłonki z okien, gryząc nogi od stołu i rozstawiając po kątach domowników. Tak było przez pierwsze 30 minut, gdy podpisywałam wraz z Naszą wspaniałą hodowczynią wszystkie potrzebne dokumenty. Tutaj zatrzymam się na moment i wyjaśnię dlaczego wspaniałą. Otóż dlatego, że cierpliwie znosiła wszystkie moje upierdliwe i nadgorliwe pytania. Zawsze mogłam zadzwonić do niej z najbardziej błahą sprawą, a ona ze zrozumieniem tłumaczyła mi wszystko godzinami. Wprowadziła mnie w szczegóły życia z Parsonem, dzieląc się zdobytą przez lata wiedzą, za co bardzo dziękuję.

Gdy tylko mała Fisia, została ze mną sam na sam wzięłam ją w obroty. Zapisałam na szkolenie posłuszeństwa i nie odpuszczałam w żadnej sytuacji. Jak się okazało hodowczyni miała rację. W ciągu tygodnia z rozbrykanego szczeniaka zrobił się piesek, nastawiony na pracę z człowiekiem i tak o to jest do dziś. Odpowiednia dawka ruchu, wysiłek intelektualny i pieszczoty, to klucz do Parsonowego serca, przepis na idealnego psa. Na dzień dzisiejszy Philadelphia zostaje sama w domu nie sprawiając problemów, potrafi niezliczoną ilość sztuczek i co najważniejsze słucha tego co mam jej do powiedzenia. 

 

Moje psy zawsze były dla mnie najważniejsze. Ich dobro i zdrowie. Dlatego wszystkie pieski opuszczające naszą hodowlę posiadają szczepienia, są odrobaczone oraz wyposażone w książeczki zdrowia, wyprawki i metryki, które pozwolą na wyrobienie rodowodów maluchom. Szczeniaczki przed opuszczeniem hodowli są przystosowywane do życia z ludźmi i socjalizowane z innymi zwierzętami. Poddawane są różnym bodźcom, które mają za zadanie stymulować je do prawidłowego rozwoju. Wszystkie psy w naszej hodowli są pełnoprawnymi członkami rodziny, dlatego z dumą możemy nazywać się hodowlą DOMOWĄ.

Nasz dom usytuowany jest na obrzeżach Warszawy, w jej najbardziej zalesionej dzielnicy. Nasze psiaki mają do dyspozycji lasy i łąki, a także własne podwórko. Te czynniki sprawiają, że jest to miejsce idealne dla zwierząt. Zwłaszcza tak ruchliwych i ciekawych świata, jak Parsony.